Blog > Komentarze do wpisu
Nago u lekarza?! Wolne żarty!

Zacznijmy od krótkiego wyjaśnienia o czym nie będzie ten temat.

Po pierwsze - nie jest on skierowany w jakikolwiek szczególny sposób do osób wstydzących się swojego ciała. Temat dotyczy wszystkich równo, osoby bez zahamowań - także powinien informować o ich prawach (a to czy z nich skorzystają, czy nie i jakie będą ich pobudki - ich sprawa).  Jak również to akurat, czy ktoś (dana osoba) się z poniższym tekstem zgodzi, czy nie to jej prywatne zdanie. Nie należy utożsamiać naturalnego wstydu (czy świadomości własnych praw) z tym, że "faktycznie mamy czego się wstydzić", bo w istocie szczególnie osoby atrakcyjne, "nie mające się czego wstydzić" powinny zwracać uwagę na poniższe kwestie bo częściej padają ofiarami złego traktowania w gabinetach lekarskich.

Po drugie - temat raczej (co nie znaczy że wcale) nie dotyczy kwestii jakie rozgrywają się u lekarzy specjalistów którzy z racji wykonywanego zawodu po prostu z definicji mają i musza mieć dostęp do niektórych stref intymnych. Jeśli chodzi o tych lekarzy (a wszyscy wiemy jakie to specjalizacje) zasady przebiegu badań opierają się o nieco inne normy (można tu z kolei i trzeba się sprzeciwiać: wizytom studentów medycyny, bezczelnemu personelowi przynoszącemu karty zdrowia akurat podczas badania, przeprowadzaniu wywiadu gdy pacjent jest już rozebrany, gabinetom z wielkimi oknami położonym na parterze, brakowi przebieralni, brakowi parawanów... itd. - natomiast samo polecenie "proszę się rozebrać" raczej nie budzi wątpliwości). Wiemy po co tam idziemy, wiemy czego niestety musimy się spodziewać - tylko naszą decyzją jest - iść czy nie iść, a jeśli iść to ze wszystkimi tego konsekwencjami.

A teraz do sedna sprawy. Wszyscy wiemy, że ciało to tylko (i aż) ciało. Że człowiek jest jaki jest, i inaczej zbudowany nie będzie, i że to jak wyglądamy nago nikogo, a w szczególności lekarza (który wiele widział i na studiach i w trakcie praktyki zawodowej) dziwić nie będzie. Kwestie podniecenia? W normalnych przypadkach wykonywania zawodu lekarza są marginalne, tak jak i marginalne są przypadki podniecenia pacjentek podczas badania ginekologicznego. To raczej neutralny, a czasem nawet nieprzyjemny obowiązek. Tak więc nie podejrzenia o zboczenia (choć i te się z pewnością zdarzają), a kwestie czysto formalne - czyli granice uprawnień, będą przedmiotem moich rozważań. Rzecz w tym by zawsze, i bardzo dobrze pamiętać o tym, iż lekarz nie jest osobą która posiada nad nami jakąkolwiek władzę. To on jest osobą która powinna w szczególny sposób zwracać się do nas uprzejmie, informowac i argumentować wszelkie podejmowane na płaszczyźnie zawodowej kroki. To my jesteśmy klientami! A klient nasz pan!

Zdarzają się jednak jednostki szczególne przed którymi z pewnością nalezy się bronić. Źródłem lekarskich nadużyć względem pacjenta jest zazwyczaj albo zboczenie (grozi w tym zawodzie tak jak i w każdym innym, lekarz z racji wykonywania zawodu nie wyzbywa się swojej płciowości!), albo nadmierna i zbędna skrupulatność, albo - co najczęściej - czerpanie dzikiej przyjemności z czyjegoś poniżenia, taki przerost ambicji który raczej powinien być nazwany "przerostem formy nad treścią". Taki pseudolekarz czuje się bardzo dobrze, gdy może osobie nieświadomej (a nawet pozornie od niego w danej chwili zależnej) pokazać kto tu rządzi, kto jest ważny bo studiował medycynę.

Do grupy tego typu prostaków nadużywających swoich uprawnień nalezą najczęściej lekarze medycyny pracy i ortopedzi. Nierzadko zdarzają się też nadużycia w szkolnych gabinetach lekarskich oraz u lekarzy pierwszego kontaktu. Jeśli nie przychodzimy ze sprawą bezpośrednio dotyczącą rejonów intymnych, nie ma najmniejszego powodu byśmy słuchali lekarza nakazującego nam rozebranie się do naga.

W przypadku lekarzy medycyny pracy (niezaleznie czy jest to badanie wstępne czy okresowe) nadużycia najczęściej tłumaczone są rzekomą koniecznością sprawdzenia przepukliny, dokładniejszego sprawdzenia postawy... czasem dodatkowo wmawiają nam swoją dobrą wolę "dla dobra pacjentki powinienem sprawdzić czy nie ma guzów piersi", "dla dobra pacjenta powinienem sprawdzić jądra". Odpowiedź jest prosta: jeśli nawet mam przepuklinę, to z dużym prawdopodopodobieństwem sam o tym doskonale wiem i mogę poinformować podczas wywiadu, jeśli mam problem z piersiami, jądrami, czy skórą w okolicach intymnych, zgłaszam się odpowiednio do ginekologa, onkologa, urologa czy dermatologa.

Lekarz medycyny pracy bezwzględnie i pod żadnym pozorem nie ma prawa kazać nam się rozebrać bardziej niż to absolutnie konieczne dla przeprowadzenia danego badania (katalog dozwolonych badań jest określony i zamknięty!). Dla sprawdzenia postawy w zupełności wystarczy pozostać w bieliźnie, a reszta badań również nie ma prawa wkraczać w nasze sfery intymne. Co bardziej upartym lekarskim zarozumialcom można też powiedzieć że nie rozbierzemy się i koniec, bo zabrania nam tego religia (ich mina: bezcenna), a w razie dalszej bezczelności - bez wahania zagrozić sądem (i nie będą to czcze słowa). Niektórych lekarzy można też spłoszyć nieco pytaniem np. "A jaki ma związek nawet hipotetyczna stulejka z wykonywaniem zawodu kierowcy?!", "A dlaczego pana interesują moje piersi, a nie moje oczy skoro pracować będę w założeniu cały czas przed komputerem?!". Warto czasem ugodzić lekarza w jego faktyczne zaniedbane obowiązki, by raczył się cham trochę powściągnąć w korzystaniu z rzekomych uprawnień.

W przypadku ortopedów bywa różnie. Nie wszystkie opcje rozważam w szczegółach bo i nie do końca się na tym znam, aczkolwiek osobiście spotkałam się z sytuacją w której poproszono mnie o zdjęcie majtek w celu zbadania kolana. Mimo że kolano faktycznie mnie bolało i liczyłam na jak najszybsze otrzymanie pomocy, zachowałam trzeźwość umysłu i byłam bliska oświadczyć lekarzowi, że: "Bolące kolano mam w tym miejscu i ani centymetra wyżej"; "Jedna noga mnie wprawdzie boli, ale drugą mogę mu zasadzić kopa"; "Aż dziwne że dentysta po zabiegu nie jest aż tak troskliwy i nie chce sprawdzić dla pewności czy mi ząb do dupy nie wpadł." Ostatecznie grzecznie odmówiłam, twierdząc, że nie widzę takiej potrzeby. Na jego szczęście: wystarczyło. Nie zawahałabym się wypłacić plaskacza, co więcej, wiem że w razie nawet tak daleko idącego sporu jak założenie sprawy w sądzie - prawo byłoby po mojej stronie.

Pewnie istnieją sytuacje w których rozbieranie się (u ortopedy) jest niezbędne - dotyczą zapewne problemów okołomiednicznych... trudno, co trzeba to trzeba, nie dajmy się jednak zwariować... Zachowując trzeźwość umysłu podczas jakichkolwiek badań oszczędzimy sobie wielu upokorzeń jakie niektórzy lekarze chętnie i celowo by nam zaserwowali. Kwestia badania u lekarza pierwszego kontaktu tym bardziej powinna być brana "na logikę"... powinniśmy się odpowiednio, z odpowiedniej części garderoby rozbierać, lub nie, dokładnie i tylko w zależności od tego z czym w tym konkretnym przypadku przychodzimy.

Jeśli chodzi o bilansy, czyli szkolne badania okresowe - również mamy (bądź nasze dzieci mają) pełne prawo odmówić szczegółowych badań. Ososby przeprowadzające tego typu badania z dużym prawdopodobieństwem będą stosować przymus, szantaż bądź przekupstwo (przed czym należy dzieci ostrzegać, i uprzedzać że takie chamstwo należy mieć w dupie)... przy czym zupełnie nie wiem dlaczego aż tak bardzo im na przeprowadzeniu tych badań zależy. W przypadku badań bilansowych nie mamy żadnego obowiązku nawet się na nie stawić, a jeśli już zrobimy łąskę i się stawimy, możemy odmówić wykonania dowolnego badania na dowolnym etapie - w tym przypadku po prostu dana rubryka pozostaje pusta. Nie wiąże się to z żadnymi konsekwencjami.

Argumenty jakie pielęgniarka, lekarz czy wychowawca może stosować, są niestety różne, czasem bardzo krzywdzące (powtarzam, uczulajmy dzieci na tą zarazę!). Zdarzają się przypadki ośmieszania młodych pacjentów: "Wszyscy dali się zbadać, tylko Ty nie, czyżbyś miał muchomora w spodenkach? Jak nie masz to udowodnij że nie masz, bądź odważny!". Prawdziwą odwagą nie jest poddanie się badaniu jak wszyscy, a odmowa do której mamy święte prawo choć może wydawać się rozwiązaniem niestandardowym, mało popularnym - o tym pamiętajmy.

Kolejna metoda - to wielokrotne wezwania, przysyłanie posłańców do klasy do skutku, podczas zajęć "Janek Kowalski proszony do gabinetu higienistki w celu wykonania zaległych badań", w ostateczności groźby i strasznie bądź to obniżeniem oceny ze sprawowania, bądź wezwaniem rodziców, bądź wizytą u dyrektora. To wszystko nic nie znaczy! Powinniśmy dbać o własną godność i nie bać się byle lekarza czy pielęgniarki - a rodzice nawet jeśli faktycznie zostaną wezwani, mogą i powinni wstawić się za młodymi pacjentami potwierdzajac odmowę wykonania badań [obowiązkowe szczepienia są jednak obowiazkowe, ale to osobna sprawa].

Uprzedzam pytania dodatkowe - z całą pewnością (mówię to jako prawnik wyspecjalizowany w konstytucyjnej godności człowieka, odpowiedzialności karnej lekarzy oraz prawach pacjentów) nie ma ani jednego powodu dla którego formalnie te badania powinny byc wykonane. Oczywiście istnieje jakiś cień prawdopodobieństwa, że dzięki nim zostanie wykryta jakaś wada której leczenie będzie łatwiejsze ze względu na szybkość wykrycia - ale to przypadki sporadyczne. Nie dajmy sobie wmówić, że badaia bilansowe są konieczne do liceum, na studia czy do pracy. Jeśli chodzi o studia - z powodzeniem otrzymamy potrzebne zaświadczenie o braku przeciwwskazań do nauki od własnego lekarza rodzinnego (jeśli jest normalny, a uczelnia nie wymaga wybitnej sprawności fizycznej - otrzymamy to nawet bez badania)... w wielu przypadkach takie zaświadczenia w ogóle nie są potrzebne. Natomiast do pracy... nie przynosimy bilansów szkolnych, tylko zaświadczenia od lekarza medycyny pracy u którego to wizyta i tak w większości przypadków nas nie ominie, wiec oby była cywilizowana (to opisałam wcześniej).


Główne podstawy prawne, zawarte w różnych ustawach (cytaty):

(Każdy pacjent ma prawo do) intymności i poszanowania godności w czasie udzielania świadczeń zdrowotnych.
(Pacjent ma prawo do) poszanowania przez lekarza jego intymności i godności osobistej.

(Pacjent w zakładzie opieki zdrowotnej ma prawo do) wyrażenia zgody albo odmowy na udzielenie mu określonych świadczeń zdrowotnych, po uzyskaniu odpowiedniej informacji 
(Pacjent ma prawo do) wyrażenia zgody albo odmowy na wykonanie mu zabiegu operacyjnego albo zastosowania wobec niego metody leczenia lub diagnostyki stwarzającej podwyższone ryzyko; w celu podjęcia przez pacjenta decyzji lekarz musi udzielić mu informacji (...)
(Pacjent ma prawo do)
wyrażania zgody albo odmowy na uczestniczenie przy udzielaniu mu świadczeń zdrowotnych osób innych niż personel medyczny niezbędny ze względu na rodzaj świadczeń. [prawo odmowy uczestnictwa studentów medycyny w badaniu]

Pełna wersja dostępna w Karcie Praw Pacjenta (będącej póki co zbiorem różnych ustaw).

niedziela, 02 marca 2008, lekarskie-naduzycia
TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
Gość: Amon, public-gprs48442.centertel.pl
2008/05/22 10:02:25
Witam:)
Temat bardzo ciekawy i myślę,ze potrzebny...

Mam pytanie-na końcu padają 'podstawy prawne',ale zadnych paragrafów nie uswiadczyłem.Gdzie jest określone czym jest np. badanie podstawowe i na ile lekarz podczas takowego moze sobie pozwolić?

Inna sprawa-była mowa o lekarzach medycyny pracy.Z tego co mi wiadomo w Wielkiej Brytanii norma jest,ze pacjent jest nago w czasie badań wstępnych i okresowych,gdyż obecne tendencje w medycynie traktują organizm jako całość i takie jest podejście do pacjenta.Dla mnie to chore,gdyż co ma badanie jąder do prowadzenia samolotu-takie rzeczy kazdy powinien zalatwiać we wlasnym zakresie i dla wlasnego dobra,a nie być niejako zmuszany do ich przeprowadzania.Obłęd...

Pozdrawiam
-
2008/05/28 12:58:00
Amon,
Dziękuję za komentarz.
1. Co do podstaw prawnych - skopiowałam paragrafy z ustaw, właściwie słowo w słowo. Nie zamieściłam jednak tytułów ustaw, i fakt, jest to trochę mój błąd, tym niemniej - odsyłam Cię do googli (wpisujesz: "Karta praw pacenta" i przeglądasz tenże dokument pobieżnie - odnajdziesz wszystkie wyżej cytowane fragmenty).
2. Co do badań w UK... ciężko mi powiedzieć jak to jest za granicą, mogę za to powiedzieć, że jeśli chodzi o badania pilotów i stewardess, to są one niestety bardzo szczegółowe (nie wiem dlaczego, być może faktycznie istnieje jakieś większe ryzyko dla zdrowia ogólnego i układu płciowego w tym zawodzie), po prostu procedury badań dla pracowników "latających" są o wiele bardziej rozbudowane i skomplikowane. Wiem, że stewardessy nawet w Polsce mają obowiązek raz na jakiś czas dostarczać wynik badania ginekologicznego (wykonują je we własnym zakresie, ale wykonać muszą) i całej masy innych badań specjalistycznych pod rygorem zwolnienia. Przykre, ale prawdziwe. Uważam to za idiotyczne, ale cóż, tym razem to tylko moja opinia, a badania lotnicze (jako wyjątek od reguły) rządzą się swoimi prawami.
-
Gość: Amon, public-gprs56502.centertel.pl
2008/06/01 11:18:50
Witam ponownie:)

W kwestii Karty Praw Pacjenta występuje jeden problem-totalna ogólnikowość i możliwość dowolnej interpretacji (łącznie z interpretacją pojęcia 'intymności')-w tym momencie w wypadku konfrontacji natury prawnej wszystko zależałoby od sędziego.Kolejny absurd,kolejny nonsens-po co komu takie 'prawo'???...

Poza tym Karta nie określa w żaden sposób na co moze sobie pozwolić lekarz i jak powinno wyglądać badanie (choćby podstawowe)-to sprawia,że jeden zbada pacjentkę w staniku,inny każe się jej rozebrać do naga.To niedopuszczalne-nie ma nic gorszego,niż dowolność interpretacji przepisów! No,ale o jakich przepisach mówimy,jeśli one nie istnieją...A lekarze dalej robią,co chcą...

Co do badań lotniczych-one wyjątkiem chyba nie są,bo podobnie jest w medycynie sportu.Jeśli się zastanowić,to okaże się,ze takich 'wyjątków' jest znacznie więcej,a idąc dalej dojdziemy do punktu,w ktorym okaże się,że wszystko może być 'wyjątkiem'-w koncu chodzi o 'dobro' pacjenta polegające na jego(prawie że) ubezwłasnowolnieniu...
-
2008/06/05 20:38:49
Amon,
Masz wiele racji.
Karta Praw Pacjenta jest ogólnikowa, ale lepiej że jest choćby i tylko taka, niż gdyby nie było jej wcale.
Póki co w swoich rozważaniach nie jestem na etapie sądzenia się z lekarzem (aczkolwiek lekarze oczywiście podlegają szczególnej odpowiedzialności cywilnej i karnej w ramach wykonywania swojego zawodu), a na etapie zwykłej wizyty, każdej jednej.
Na etapie zwykłej wizyty - muszę wiedzieć (ja, jako pacjent/ka), że mogę powiedzieć NIE, i nawet nie muszę się powoływać na ustawy, a przynajmniej nie zawsze. Pozwala mi na to moja własna wolność osobista, pozwala mi na to ustawa. I póki jestem w stanie powiedzieć to "nie", mogę zmienić lekarza, mogę narobić mu wstydu na cały szpital, mogę zrobić cokolwiek w obronie swojej intymności. Muszę tylko wiedziec o tym, że wolno mi to robić, i że lekarz nie jest nikim "ponad".
A sama intymność? Dla każdego jest czym innym. I każdy powinien wtedy zwracać lekarzowi uwagę, kiedy sam uważa, że jest o krok od przekroczenia granicy.
Przykładowo...
Słyszałam, że osławieni lekarze medycyny pracy, każą rozbierać się do naga. Niektórzy - wielkodusznie - nie każą, a za to w momencie gdy pacjent(ka) jest w majtkach, właściwie "z nienacka" sami mu/jej je opuszczają. Byłam w życiu na badaniu u lekarza medycyny pracy, nic dramatycznego się tam nie wydarzyło, ale wierz mi, gdyby w taki sposób próbował naruszyć moją intymność, nie zdążył by tego zrobić. Połamałabym mu ręce w nadgarstkach. Obie. Oczywiście w obronie przed molestowaniem. A wiem, że wielu ludzi "w szoku" nie zrobiłoby nic...
Jest takie przysłowie "lepiej zapobiegać, niż leczyć", to i ja mówię - lepiej za wczasu być świadomym swoich praw i wolności, niż później musieć odczuwać upkorzenie, żądać procesu i czekać jak sędzia zinterpretuje słowo "intymność".
-
Gość: Amon, public-gprs35109.centertel.pl
2008/06/08 09:27:53
Świete słowa:)))

Kolejnym problemem jest to,że nawet jeżeli odmówisz badania przez lekarza medycyny pracy,musisz iść do następnego i liczyć na to,że ten/ta będzie normalny/normalna,a przecież ta 'normalność' lekarza powinna być prawnie nam jako pacjentom zagwarantowana.Owszem jest w Karcie,ale jak to wygląda każdy widzi...

Pomijam juz wspomnianą wcześniej kwestię tego,co lekarz może,a czego nie.Badania nago przed podjęciem pracy,np. na stanowisku sekretarki to jakiś debilizm totalny i zasłanianie się 'dobrem' pacjenta to żenująca wymówka ludzi,dla których ludzka godność i intymność jest niczym...Ale jak może być inaczej,jeżeli już na studiach stoją całymi grupami między nogami zszokowanej pacjentki,którą taka niespodzianka spotkała bez żadnego ostrzeżenia...Czy ktoś w końcu coś z tym zrobi???
-
2008/06/09 09:54:46
Amon,
Jeszcze raz...
Istnienie karty to otwarcie drzwi. Świadomość społeczna zapisów tej karty i odpowiednia ich interpretacja, to sposób na przytrzymanie tych drzwi otwartych.
Rzecz w tym, że coś co jest na papierze moze łatwo stać się martwym przepisem, jesli ludzie bądź nie będą wiedzieć o sprawie, bądź mimo wszystko nie będą egzekwować swojego prawa.
To my jako społeczeństwo możemy nauczyć każdego lekarza jak powinno być.
Wydaje mi się, że... w przypadku przez Ciebie podanym - lekarza medycyny pracy należy zmienić, po prostu pójść do innego - do skutku, aż się trafi na normalnego... i ostrzec inne osoby by nie szły do tamtego. Co następnie się wydarzy (nie od razu, ale konsekwentnie do celu...) - lekarz nie będzie miał pacjentów, będzie miał bardzo złą opinię, nie będzie zarabiał i w ten lub inny sposób (zwolnienie, konieczność zamknięcia prywatnej praktyki nie przynoszącej zysku) zakończy się jego działalność lekarska - no chyba że się w porę zorientuje i zmieni postępowanie.
Tylko postępując konsekwentnie, i w pewnym sensie "masowo" jesteśmy w stanie skutecznie kształtować rzeczywistość, społeczeństwo jest bardzo dobrym organem kontroli.
:)
-
Gość: Krystyna, cpc2-perr1-0-0-cust758.perr.cable.virginmedia.com
2010/01/01 12:25:39
Witam Panią

Natknęłam się na pani blog przypadkiem i cieszę się, że go znalazłam, bo rzeczy które tutaj wyczytałam są NIEZMIERNIE potrzebne polskiemu społeczeństwu.
Mieszkam z rodziną w UK od prawie roku. Tutaj takie nadużycia lekarskie jak w Polsce SĄ NIEMOŻLIWE. Tutaj szanuje się intymność pacjentów, mężczyzn, kobiet i dzieci. Przykład ze szpitala PAŃSTWOWEGO: kobietę w szpitalu pyta się czy życzy sobie lekarza mężczyznę, czy kobietę. Zaskoczenie! Poza tym, w gabinecie, gdzie obowiązkowo stoi parawan, pielęgniarka zamyka drzwi i pacjentka zostaje sama w środku, żeby się przygotować do badania. Nikomu z personelu nie przychodzi do głowy, żeby w tym momencie wchodzić do gabinetu. Dodatkowo, pielęgniarka daje kobiecie duże jednorazowe prześcieradło, żeby już siedząc na fotelu, sama się nim przykryła. W UK odsłonięte jest tylko miejsce do badania, Reszta ciała ma być zakryta ze względu na poszanowanie intymności pacjenta. Po krótkim czasie pielęgniarka puka do drzwi gabinetu, wchodzi z lekarzem, pyta się pacjentki czy już jest gotowa, rozmawia z nią, tłumaczy, trzyma za rękę, jeśli pacjentka boi się. Co ważne - proszę zwrócić uwagę - w UK jeśli bada pacjentkę lekarz mężczyzna, w gabinecie MUSI być pielęgniarka. Sam mężczyzna NIE MA PRAWA badać kobiety w szpitalu państwowym lub w przychodni państwowej. Dodatkowo, cały czas piszę o państwowej opiece zdrowotnej, to PIELĘGNIARKA wkłada wziernik do badania, nie lekarz. Lekarz tylko ogląda dane miejsce. Dziwne dla większości czytających? Cóż...
Ja od dziecka jestem wyczulona na poszanowanie mojej intymności. W Polsce, u ginekologa, a zawsze chodziłam tylko do kobiet, zawsze mówiłam pielęgniarkom w rejestracji, że nie życzę sobie wchodzenia z kartą podczas mojego pobytu w gabinecie, bez względu na to czy jest parawan, zasłona, czy też gabinet jest w drugim pomieszczeniu. Patrzono na mnie dziwnie, ale mój stanowczy wyraz twarzy dawał im wiele do myślenia. NIGDY ŻADNA Z TYCH BAB NIE WESZŁA DO GABINETU JAK JA TAM BYŁAM. Tak samo powiedziałam pielęgniarkom w rejestracji, gdy szłam na USG piersi. Oczywiście też żadna z nich nie wchodziła! NIE BAŁAM SIĘ STANOWCZO O TYM MÓWIĆ - ZWRACAĆ UWAGĘ. Chodziłam o poradę do swojego znajomego, który jest prawnikiem i powiedział mi, że MAM PRAWO DOMAGAĆ SIĘ POSZANOWANIA MOJEJ INTYMNOŚCI. Może się to wydać śmieszne, ale zawsze miałam przy sobie wydrukowaną kartkę z podstawowymi prawami pacjenta. Skąd to moje wyczulenie na punkcie intymności? Otóż, bez wątpienia już taka jestem. Poza tym, moja przyjaciółka kiedyś, jeszcze będąc nastolatką, przeszła traumę w gabinecie ginekologicznym w obecności studentów, że nie pomogły jej wizyty u psychologa. Obecnie ma 35 lat i jest samotna, nie chce mieć do czynienia z mężczyznami. Śmieszne? Myślę, że smutne i taka sytuacja może się każdemu przytrafić. Wszystko zależy od stopnia naszej wrażliwości.
Moim zdaniem, Drodzy Państwo, problem w tym, że ludzie nadal boją się jasno powiedzieć lekarzowi, personelowi, żeby SZANOWANO ICH INTYMNOŚĆ. Nie uczy się tego ludzi w Polsce. Nie potrafią walczyć o swoje podstawowe prawo!!! Ludzie, tak naprawdę to TYLKO OD WAS ZALEŻY JAK BĘDZIECIE TRAKTOWANI!!! ŻYJECIE W EUROPIE, A NIE W AFGANISTANIE!!! MACIE PRAWO DO DOMAGANIA SIĘ SWOICH PRAW!!! Jeszcze na koniec coś napiszę. Moja koleżanka - taka sama bojowniczka o prawo do intymności jak ja, przed badaniem ginekologicznym w szpitalu, podkreśliła, że chce aby badała ją pani doktor i tak było. Powiedziała, ze nie życzy sobie żadnych studentów, bo to JEJ TYŁEK I ONA DECYDUJE KTO W NIEGO BĘDZIE ZAGLĄDAŁ I ZE TO NIE TEATRZYK!!! W gabinecie została z nią pani doktor i pielęgniarka, która musiała być jako świadek. Pielęgniarka stała z boku, obok fotela i robiła notatki. MOŻNA DBAĆ O SWOJĄ INTYMNOŚĆ Z POZYTYWNYM SKUTKIEM??? OTÓŻ MOŻNA ALE NIE MOŻNA SIĘ BAĆ MÓWIĆ O TYM, BO TO NASZE ŚWIĘTE PRAWO!!! Proszę pamiętać, ze takie prawo mają też dzieci. Rodzice powinni zwracać na to szczególną uwagę i alarmować personel przed badaniem swojego dziecka.

Podziwiam Panią za opisywanie tak istotnych spraw dla człowieka. Pozdrawiam
-
Gość: Krystyna, cpc2-perr1-0-0-cust758.perr.cable.virginmedia.com
2010/01/01 12:39:24
Jeszcze raz ja.
KAŻDY PACJENT MA PRAWO DO WYRAŻANIA ODMOWY BADANIA W OBECNOŚCI STUDENTÓW!!! NAJCZĘŚCIEJ NIE JEST O TO PYTANY (CHYBA NAWET ZAWSZE) - W POLSCE - NIEMNIEJ JEDNAK MUSI TO PODKREŚLIĆ NA POCZĄTKU, ZE NIE WYRAŻA ZGODY NA OBECNOŚĆ STUDENTÓW PODCZAS BADANIA, BO TAKIE SĄ JEGO PRAWA!!! DROGIE KOBIETKI - PAMIĘTAJCIE, ZE PRZED PORODEM TEŻ PODKREŚLAJCIE SWOJE PRAWO DO INTYMNOŚCI I ZAWSZE BĄDŹCIE Z KIMŚ - MĘŻEM, MAMĄ, PRZYJACIÓŁKĄ - JAKO ŚWIADKIEM.

JA O INTYMNOŚĆ SWOJEGO DZIECKA DBAM I DOBRZE, ŻE W UK DBA SIĘ O INTYMNOŚĆ OD NAJMŁODSZEGO, ALE DO TYCH KTÓRZY MIESZKACIE W POLSCE - MÓWCIE TEJ SWOŁOCZY W BIAŁYCH KITLACH, ŻE WASZE DZIECKO MA PRAWO DO INTYMNOŚCI!!!

NIE WIEM CO PANI NA TO, ALE JA UWAŻAM, ŻE PACJENT MA PRAWO DO NAGRYWANIA TEGO CO DZIEJE SIĘ W GABINECIE PODCZAS BADANIA. W KOŃCU PRAWO TO PRAWO - ŚWIĘTE PRAWO.

A TAK NA MARGINESIE - JA UWAŻAM ŻE RODZĄCYM W POLSCE, W WIĘKSZOŚCI SZPITALI ODBIERA SIĘ JEDNO Z PODSTAWOWYCH PRAW CZŁOWIEKA - PRAWA DO ZNIECZULENIA W TRAKCIE PORODU. CÓŻ...KTOŚ MOŻE MIEĆ JAKIŚ ZABIEG, NAWET KOSMETYCZNY W PEŁNYM ZNIECZULENIU, A KOBIETA RODZĄCA, KTÓRA PRZECHODZI PRZEZ BÓL NIE DO OPISANIA, OTRZYMUJE ODMOWĘ. ECH...TEMAT RZEKA. SZACUNEK DLA TYCH, KTÓRZY WPROWADZILI ZNIECZULENIE ZEWNĄTRZOPONOWE - EPIDURAL W SZPITALACH W POLSCE.

TO JEDNAK INNY TEMAT, JAK NAPISAŁAM TEMAT RZEKA, TAK JAK ZRESZTĄ TEN O INTYMNOŚCI.

POZDRAWIAM.
-
2010/01/05 13:51:35
Pani Krystyno,
Bardzo mnie cieszy, że istnieją tak rozsądne osoby jak Pani, dziękuję za Pani merytoryczny wkład w dyskusję. Cieszę się, że blog do czegoś się Pani przydał i mam nadzieję, że przysłuży się jak największej liczbie osób borykających się (niestety) z różnego typu bezczelnością lekarzy. Nieświadomość swoich praw to pierwszy krok do tego by zostać potraktowanym przedmiotowo.
Pozdrawiam ciepło i dziękuję za dobre słowa.
-
Gość: Julia, borowska.am.wroc.pl
2010/05/14 12:36:47
Myślę, że autorka trochę rozpędziła się, pisząc że lekarz ma ograniczać badanie do minimum... Rozumiem, że miałaś przykre doświadczenia związane z absolutnym brakiem etyki i poszanowania godności przez personel medyczny, ale proszę nie generalizuj i nie nie pisz, że badanie całego pacjenta nie leży w uprawnieniach lekarskich. Oczywiście, zdarzają się nadużycia w tym temacie, jest to haniebne i niedopuszczalne. Natomiast samo badanie, a zwłaszcza przez lekarza rodzinnego i szczególnie w sytuacji, gdy pacjent jest po raz pierwszy lub jest to bilans dziecka, powinno miec pełny zakres. Niestety, wielokrotnie trafiają do szpitali, w stanie ciężkim, pacjenci z chorobami okolic intymnych (nowotwory jąder- zwłaszcza u dzieci, obrzęk jader- jeden z objawów niewydolności nerek i serca, bardzo ciężkie stany zapalne pochwy i krocza, przetoki okołoodbytnicze, nowotwory piersi, torbiel włosowata, żylaki odbytu- sugerujące nadciśnienie wrotne), bo nikt ich wcześniej nie zbadał, a pacjent wstydził się powiedzieć. Problemem jest właściwie brak dokładnego zbadania pacjenta i często przeoczenie poważnego objawu. I taka sprawa może mieć oczywiście swój finał w sądzie, jako nierzetelne i niestaranne wykonywanie zawodu lekarza. Samo badanie powinno byc oczywiście w warunkach poszanowania godności i intymności pacjenta, ale odbyc sie MUSI. To z punktu widzenia lekarza. Pozdrawiam, Julia Jawny.
-
2010/05/17 19:02:26
Pani Julio,
Na blogu aktywna jest moderacja komentarzy. Pani komentarz jest pierwszym wśród tych krytycznych (przedstawiających inny punkt widzenia niż prezentowany na moim blogu), jaki w ogóle zdecydowałam się dopuścić do publikacji. Komentarzy polemizujących, negatywnych, nie jest szczególnie wiele, ale gdy już się zdarzają, to na ogół są chamskie i wulgarne (co ciekawe w sposób chamski i wulgarny zarzucają mi, iż to ja jestem chamska i wulgarna). Tak więc na wstępie - dziękuję za odpowiednie ważenie słów.
Jesli chodzi o złe doświadczenia z lekarzami, to muszę przyznać, że nie widzę siebie w roli ofiary. Naturalnie - gdybym pewnych zdarzeń nie doświadczyła na własnej skórze, bądź nie widziała na własne oczy - może trudno by mi było uwierzyć. Nigdy jednak nie stałam się ofiarą lekarskich zachowań w tak dosłowym stopniu by miało to wywołać u mnie jakiś uraz czy chęć zemsty. Absolutnie nie. Poglądy i wiedza na tym blogu przedstawiane są na ogół na chłodno (chociaż zdarza mi się zdenerwować nad przypadkami naruszeń z którymi ludzie zgłaszają się do mnie jako do prawnika, ale to już inna para kaloszy).
Czy badanie całego pacjenta leży w uprawnieniach lekarskich? Droga Pani Julio - nie leży z definicji, ale może leżeć za zgodą/chęcią pacjenta i stanowi to zasadniczą różnicę. Lekarz z uwagi na wykonywany zawód może mieć prawo zbadać pacjenta, lecz tylko i wyłącznie w okolicznościach w których pacjent wyraża na to zgodę. Lekarz nie moze, powołując się na swój zawód (i rzekomo związany z nim autorytet), czy na rzekome a nawet faktyczne dobro pacjenta zmuszać owego pacjenta do badania w szerszym zakresie niż jest to niezbędne, niż zakres który określił sam pacjent. Lekarz nie może też wprowadzać pacjenta w błąd odnośnie tego, że przy każdej okazji powinien się całościowo badać. Bo jest to wprowadzanie w błąd - nie ma wskazań prawnych, ani nawet życiowych wskazań praktycznych by badać się całościowo, często u lekarza pierwszego kontaktu. Wyobrażalnym jest by lekarz raz na jakiś czas taktownie i delikatnie proponował takie badanie, jednak powinien informować o możliwości odmowy, o typowo rutynowym, nieobowiązkowym charakterze. Niedopuszczalne jest prowokowanie tego typu całościowych intymnych badań przy pierwszej lepszej grypie, czy infekcji ucha, a jeszcze bardziej niedopuszczalne jest stwarzanie pozorów jakoby takie badanie było w takiej sytuacji na właściwym miejscu - bo nie jest.
Nie jestem przeciw lekarzom, przeciw dbaniu o zdrowie, przeciw profilaktyce. Wierzę w ludzki rozsądek w tej materii. Ale stanowczo jestem przeciw dopuszczaniu okoliczności i sposobów postępowania w których lekarz miałby odbierać pacjentowi prawo podjęcia decyzji czy chce się on poddać badaniu (zwłaszcza intymnemu i niekoniecznemu bo tylko "przy okazji") czy nie. To pacjent o tym decyduje i niedopuszczalny jest szantaż, nadużywanie autorytetu, stwarzanie pozorów, wyolbrzymiania zagrożenia chorobą, czy stosowanie jakichkolwiek innych manipulacji. Że już nie wspomnę o tym, ze lekarz pierwszego kontaktu rzadko bywa wystarczająco kompetentny by faktycznie był w stanie na podstawie pobieżnego badania całego pacjenta wykryć jakież zmiany znaczące dla życia i zdrowia. W pewnych okolicznościach pewne badania są po prostu nadużyciem - bezcelowe, bez efektu i na siłę wymuszone (a więc poniżające, a bez wymiernej korzyści).
-
Gość: Sylwia, cpc2-perr1-0-0-cust468.perr.cable.virginmedia.com
2010/08/30 16:36:01
Uwazam, ze dzieci i mlodziez w szkolach powinny miec przedmiot dotyczacy tematow, jakie tu Pani przedstawia. Juz od najmlodszych lat kazdy czlowiek powinien wiedziec jakie sa jego prawa, a prawo do poszanowania intymnosci jest jednym z podstawowych. Czy Pani zdaniem, jest mozliwosc wprowadzenia takiego przedmiotu do szkol, na ktorym wlasnie prawnicy zajmujacy sie takim zagadnieniem jak Pani lub tez pedagodzy odpowiednio do tego przeszkoleni, mogliby uczyc dzieci i mlodziez ich prawa do poszanowania ich intymnosci?

Pozdrawiam

Sylwia
-
2010/09/05 21:11:54
Pani Sylwio,
Nie wiem czy powinniśmy uczniom dokładać nauki. Może warto byłoby coś pozamieniać, albo połączyć z jakimś przedmiotem, np. wiedzą o społeczeństwie. Wszak przedmiot ten zawiera część pt. "prawo", jednak zazwyczaj więcej uwagi poświęca się części o polityce, Unii Europejskiej. A jeśli nawet dotykana jest tematyka prawa, to raczej dotyczy ona kwestii obywatelskich, a nie osobistych. Uważam, ze te braki warto byłoby nadrobić. Człowiek nie powinien być bezradny w sytuacji gdy rozkazuje mu lekarz czy policjant. To są sytuacje które mogą nas spotkać, zaskoczyć i nawet przestraszyć. Ale nie jest tak, ze w konfrontacji z tymi osobami jesteśmy zobowiązani do posłuszeństwa. Wychowanie do życia w rodzinie także jest przedmiotem który mógłby się nieźle sprawdzić w takich tematach, ale niestety obecnie jest on albo prowadzony przez dewotki, albo przesycony ślepym uwielbieniem dla lekarzy ("masz już 13 lat więc to NAJWYŻSZA pora iść do ginekologa"), jak dla mnie to niemal pochwała pedofilii...
-
Gość: Sylwia, cpc2-perr1-0-0-cust468.perr.cable.virginmedia.com
2010/09/09 20:19:24
Zgadzam sie z Pania.

Dziekuje za odpowiedz.

Pozdrawiam

Sylwia
-
Gość: , evdo-78-30-80-201.subscribers.sferia.net
2010/12/09 00:40:11
Super blog ale brakuje mi tu tylko jednego. Każdy mężczyzna musi się do N A G A rozebrać na komisji wojskowej. Odmowa równa się grzywna z 50000tyś zł lub 2 lata więzienia a może i więcej. Czy może Pani napisać na ten temat ? Poza tym w komisji wojskowej przewaźnie są młode lekarki, które uwielbiaja oglądać nagich mężczyzn i się z nich śmiać.. Bardzo proszę Panią coś o tym napisać. Pozdrawiam
statystyka